Tytuł:
Dance
in the Vampire Bund
Gatunek:
Akcja,
horror, romans, zjawiska nadprzyrodzone
Rok
wydania: 2010
TWÓRCY:
Studio: Shaft
Autor: Nozomu Tamaki
Reżyser: Akiyuki Shinbo
Muzyka: Akio Dobashi
Studio: Shaft
Autor: Nozomu Tamaki
Reżyser: Akiyuki Shinbo
Muzyka: Akio Dobashi
OPIS:
JAKIE
SĄ WAMPIRY?
Pierwowzorem anime Dance in the Vampire Bund jest manga autorstwa Nozomu Tamakiego. Ukazuje się na ona, poczynając od 2006 r., w magazynie Comic Flipper i doczekała się już ośmiu tomów. Warto o tym wspomnieć, bowiem przez większość serii fabuła jest wiernym odwzorowaniem wydarzeń w mandze. Adaptacji komiksu podjęło się studio Shaft
Są
skryte...
Akcja „Dance in the Vampire Bund” rozgrywa się we współczesnej Japonii, gdzie wampiry postanowiły zbudować swoje państwo z prawdziwego zdarzenia. O wiele bardziej interesującym faktem będzie stwierdzenie, że rasa krwiopijców uczyniła to całkowicie jawnie, ogłaszając swe istnienie. Plan był bardzo śmiały zwłaszcza dlatego, że firmowała go sama królowa rasy krwiopijców –Mina Tepes. Obiecała ona japońskiemu rządowi, że za przekazanie zbudowanej nieopodal Tokio wyspy i ustanowienie tam swoistej autonomii, Japonia otrzyma bardzo wymierne korzyści finansowe. Mina jednak politykowała bo musiała, natomiast, jak każda – choćby tylko duchem – nastolatka, przeżywała także swoją pierwszą prawdziwą miłość. Jej oblubieńcem był niejaki Akira Kaburagi Regendorf. Niestety chłopiec ten cierpiał z początku na wyjątkowo rozległą amnezję. Zapomniał np. że z wzajemnością kocha Minę, że wampiry tak naprawdę istnieją, ale co bardziej istotne, zupełnie wyleciała mu z głowy informacja, że jest wilkołakiem. Nawet zdążył poczuć sympatię do koleżanki z klasy – Yuki Saegusy. Jednak Mina w sprawach sercowych była bardzo zaborczą osóbką. Ponadto obecność Akiry miała także wymiar praktyczny. Wszak ktoś musiał ją chronić przed skrytobójcami, politycznymi ekstremistami z jej własnego gatunku, tudzież innymi obleśnymi osobnikami, chcącymi ją seksualnie wykorzystać.
…ale
zarazem kochają być w telewizji
Fabuła „Dance in the Vampire Bund” podzielona jest na kilka dość wyraźnie wyodrębnionych elementów. Pierwszym i z początku najważniejszym jest wampirze political fiction. Widz zapozna się m.in. jak przebiegały negocjacje z japońskim rządem czy też walka z ekstremistami, chcącymi zaprzepaścić szansę na porozumienie między wampirami a ludźmi. Należy tutaj podkreślić bezwzględność, jaką wykazują się obie strony, by osiągnąć swe cele, a co za tym idzie relatywnie niewielki stopień naiwności przedstawionych wydarzeń. Władzy – jak powszechnie wiadomo – towarzyszą pieniądze i seks… nie, nie robaczki… nie tym razem, gdyż drugim istotnym wątkiem jest miłość między Miną a Akirą! Abstrahując od faktu, że Mina lubi spać razem z nim w jednym łóżku, to uczucie jakie łączy tę parę jest jak najbardziej platoniczne. Akira bowiem będzie musiał nie raz i nie dwa naharować się, by udowodnić Minie, że jest jej godzien. A nie będzie to takie proste, gdyż inne ponętne dziewczęta będą mniej lub bardziej celowo wystawiały go na próbę. Oba wątki są dość umiejętnie połączone i nie „gryzą” się, lecz wzajemnie dopełniają. Należy to niewątpliwie zapisać na plus. Łączą się one jednak na pewnym etapie z jakże nieodłącznym elementem życia każdego młodzieńca i dziewczęcia – szkołą. Niechaj się potencjalny widz nie obawia! Jest to zaledwie dodatek do dwóch powyższych i seria tylko na chwilkę zmienia się w szkolną komedyjkę z wątkiem społeczno - obyczajowym. Bowiem nastrój samego anime jest od początku do końca jak najbardziej poważny i rzadko zmienia się w mimowolną satyrę. Akcja biegnie dość szybko i poza kilkoma scenami twórcy nie zostawiają widzowi miejsca na oddanie się refleksji, podporządkowując wszystko tempu wydarzeń. A szkoda, bo rozważania o polityce mogłyby być bardzo ciekawe. Także samo połączenie tylu wątków w krótkiej serii może się wydać potencjalnemu widzowi trochę na siłę. Ale to wszystko „może”. Podsumowując wywody: jak na dwunastoodcinkową serię jest nieźle, choć piać z zachwytu też raczej nie będziecie.
Fabuła „Dance in the Vampire Bund” podzielona jest na kilka dość wyraźnie wyodrębnionych elementów. Pierwszym i z początku najważniejszym jest wampirze political fiction. Widz zapozna się m.in. jak przebiegały negocjacje z japońskim rządem czy też walka z ekstremistami, chcącymi zaprzepaścić szansę na porozumienie między wampirami a ludźmi. Należy tutaj podkreślić bezwzględność, jaką wykazują się obie strony, by osiągnąć swe cele, a co za tym idzie relatywnie niewielki stopień naiwności przedstawionych wydarzeń. Władzy – jak powszechnie wiadomo – towarzyszą pieniądze i seks… nie, nie robaczki… nie tym razem, gdyż drugim istotnym wątkiem jest miłość między Miną a Akirą! Abstrahując od faktu, że Mina lubi spać razem z nim w jednym łóżku, to uczucie jakie łączy tę parę jest jak najbardziej platoniczne. Akira bowiem będzie musiał nie raz i nie dwa naharować się, by udowodnić Minie, że jest jej godzien. A nie będzie to takie proste, gdyż inne ponętne dziewczęta będą mniej lub bardziej celowo wystawiały go na próbę. Oba wątki są dość umiejętnie połączone i nie „gryzą” się, lecz wzajemnie dopełniają. Należy to niewątpliwie zapisać na plus. Łączą się one jednak na pewnym etapie z jakże nieodłącznym elementem życia każdego młodzieńca i dziewczęcia – szkołą. Niechaj się potencjalny widz nie obawia! Jest to zaledwie dodatek do dwóch powyższych i seria tylko na chwilkę zmienia się w szkolną komedyjkę z wątkiem społeczno - obyczajowym. Bowiem nastrój samego anime jest od początku do końca jak najbardziej poważny i rzadko zmienia się w mimowolną satyrę. Akcja biegnie dość szybko i poza kilkoma scenami twórcy nie zostawiają widzowi miejsca na oddanie się refleksji, podporządkowując wszystko tempu wydarzeń. A szkoda, bo rozważania o polityce mogłyby być bardzo ciekawe. Także samo połączenie tylu wątków w krótkiej serii może się wydać potencjalnemu widzowi trochę na siłę. Ale to wszystko „może”. Podsumowując wywody: jak na dwunastoodcinkową serię jest nieźle, choć piać z zachwytu też raczej nie będziecie.
Żadnej
– nawet tej brudnej – pracy się nie boją…
Dance in the Vampire Bund należy do tych anime, które posiadają jedną, ale maksymalnie dopieszczoną postać. Przy niej reszta bohaterów zawsze będzie się wydawać płaska, niczym dobrze wyheblowana deska. Oczywiście mowa tutaj o Minie Tepes. Ma ona iście janusowe oblicze. Z jednej strony to oświecona lecz absolutna monarchini, uzasadniająca swe działania dobrem poddanych. Dla osiągnięcia celów gotowa jest nawet naruszyć podstawowe zasady etyki. Jest to jednak usprawiedliwione niemniej bezlitosnymi posunięciami jej przeciwników. Mina nie jest demokratką, nie narusza panującej arystokratyczno-rodowej struktury wampirzego społeczeństwa. Jednak nie jest także szczególnie konserwatywna jak szlachta. Nie dzieli np. swych poddanych na lepszych i gorszych wedle funkcjonujących przez wieki przekonań. Staje w obronie wilkołaków i tych z wampirów, które usunęły swe kły i nie żywią się krwią. Poza tym jednak Mina to zwykła dziewczyna, którą ważne obowiązki pozbawiły dzieciństwa i dlatego marzy o prawdziwej miłości, gronie oddanych przyjaciół itp. Te dwie twarze Miny znakomicie ze sobą kontrastują, choć nie ma co ukrywać, że uczucia naszej protagonistki są jednak z czasem wysuwane na pierwszy plan.
Dance in the Vampire Bund należy do tych anime, które posiadają jedną, ale maksymalnie dopieszczoną postać. Przy niej reszta bohaterów zawsze będzie się wydawać płaska, niczym dobrze wyheblowana deska. Oczywiście mowa tutaj o Minie Tepes. Ma ona iście janusowe oblicze. Z jednej strony to oświecona lecz absolutna monarchini, uzasadniająca swe działania dobrem poddanych. Dla osiągnięcia celów gotowa jest nawet naruszyć podstawowe zasady etyki. Jest to jednak usprawiedliwione niemniej bezlitosnymi posunięciami jej przeciwników. Mina nie jest demokratką, nie narusza panującej arystokratyczno-rodowej struktury wampirzego społeczeństwa. Jednak nie jest także szczególnie konserwatywna jak szlachta. Nie dzieli np. swych poddanych na lepszych i gorszych wedle funkcjonujących przez wieki przekonań. Staje w obronie wilkołaków i tych z wampirów, które usunęły swe kły i nie żywią się krwią. Poza tym jednak Mina to zwykła dziewczyna, którą ważne obowiązki pozbawiły dzieciństwa i dlatego marzy o prawdziwej miłości, gronie oddanych przyjaciół itp. Te dwie twarze Miny znakomicie ze sobą kontrastują, choć nie ma co ukrywać, że uczucia naszej protagonistki są jednak z czasem wysuwane na pierwszy plan.
…ale
dbają o higienę
Pozostali bohaterowie to nieszczególnie interesujący osobnicy. Akira jest do niej tak przywiązany, że wszelkie próby zmiany jego priorytetów są skazane na niepowodzenie. A to dlatego, że zawsze – inaczej niż Mina – postępuje szlachetnie a co za tym idzie przewidywanie. Yuki z kolei pozbawiona jest jakiejkolwiek charyzmy, a jej wpływ na toczące się wypadki jest znikomy. Ot taka kawaii dziewczyna z dużym biustem i maślanymi oczyma. Z postaci, które nie występują w mandze uwagę zwraca jeszcze niejaka Mei Ren. Nie tylko uświadamia widzowi, jak bardzo niebezpieczne mogą być landrynki, ale dość długo i skutecznie maskuje swe prawdziwe cele i dostarcza nam kilku ostrych zwrotów akcji. Co łączy wszystkie postacie pozytywne? Niewątpliwie są one sympatyczne, ale - poza kilkoma przypadkami - ich postępowanie można łatwo przewidzieć. Z kolei antagoniści są przedstawieni bardzo powierzchownie, a ich poglądy i działania raczej na pewno nie znajdą zrozumienia u widzów. Podsumowując, gdyby nie Mina, to postacie byłyby niezbyt wyróżniającym się elementem na tle innych anime.
Lubią
chłopców, tak dużych…
Muzyka stoi na przyzwoitym poziomie, a przy tym występuje tutaj kilka utworów, które mogą na dłużej zapaść w pamięć słuchacza. OST dobrze podkreśla zachodzące na ekranie wydarzenia jak i tworzy - pożądany dla anime o wampirach - mroczny, nieraz podniosły klimat.
…jak
i małych
Od strony graficznej ”Dance in the Vampire Bund” odkrywałam dwa razy. Na początku specyficzny sposób przedstawiania kolejnych sekwencji mnie drażnił, czynił bowiem odbiór fabuły „poszatkowanym”. Potem jednak wydał mi się nawet w pewnym względzie awangardowy, a już na pewno charakterystyczny dla Akiyuki Shinbo. Sposób rysowania postaci jest nienaganny, zwraca jednak uwagę specyficzne kadrowanie np. znaczna ilość zbliżeń na oczy czy usta bohaterów. Tła są szczegółowe, nieodbiegające od dzisiaj przyjętych standardów. Często jednak wykorzystywane są fotografie pomieszczeń czy realnie istniejących budynków. Co do animacji to prezentuje się ona przyzwoicie, postacie poruszają się naturalnie, ale tutaj znowu nadzwyczaj często wykorzystywany jest swoisty „slow motion”. Powyższe obserwacje mogą być uznane zarówno za próbę wyjątkowo perfidnego poczynienia oszczędności, tudzież jako przejaw nietuzinkowego stylu Shaft. Jest to także jeden z tych przypadków, gdy strona wizualna potrafi wpłynąć na rozumienie przez widza treści anime, który jeśli nie jest zaznajomiony z mangą, może się niekiedy pogubić. Jeśli natomiast zna pierwowzór, aż nazbyt często może się zastanawiać: „dlaczego oni to tak skopali? Przecież ta scena w komiksie jest po prostu genialna!”. Kolorystyka jest wyrazista, ale zarazem mroczna, co nadaje odpowiedniego dla anime o wampirach klimatu. „Dance in the Vampire Bund” jest produkcją dość brutalną, ale z racji faktu, że większość ofiar stanowią rozsypujące się na proszek wampiry, nie razi ona szczególnie.
Uwielbiają
macać…
Jest jeszcze jedna cecha, która wyróżnia „Dance in the Vampire Bund”, czyniąc z niej zarazem pozycję wzbudzającą kontrowersje. Ukazane tutaj związki w dwóch przypadkach łączą nastoletnie – choćby z wyglądu – dzieci z osobami starszymi. Mina nie jest osobą pruderyjną, pozwoli np. by Akira natarł ją olejkiem, nosi dość kusą bieliznę, albo mierzy się z przeciwnikami odziana tylko w obrus. To się po prostu ociera o pedofilię, i to znacznie bardziej niż np. słynne ”Strike Witches”. Poruszmy jeszcze kwestię klatki piersiowej. O ile Mina biustu nie posiada, to inne panie mają się czym pochwalić. A obcisłe wdzianka tylko podkreślają ich krągłości, zarówno te położone wyżej jak i niżej.
…
i
być macanymi
„Dance in the Vampire Bund” jest pozycją, która może nieprzygotowanego widza niemile zaskoczyć. Jednak jeśli uda się wam przetrzymać pierwszy szok, można tutaj dostrzec kilka zalet. Fabuła dość często zaskakuje zwrotami akcji, a przy tym jest szybko i sprawnie poprowadzona. Nie odnajdziemy tutaj np. dłużyzn, jakie mogą towarzyszyć romansom. Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś zapoznał się wcześniej z mangowym oryginałem zapewne poczuje niedosyt. Postacie są generalnie dość jednowymiarowe i przewidywalne, ale Mina wyrównuje te niedostatki z nawiązką. Także ogólne wrażenia audio-wizualne nie pozostawiają wiele do życzenia. Komu można polecić tę serię? Na pewno powinni ją zobaczyć fani wampirów, bowiem ich świat został tutaj pokazany kompleksowo a miejscami nawet nowatorsko. Poza tym, również osoby akceptujące styl Shaft nie będą rozczarowane… tak samo jak pedofile.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz